Kto patrzy na zewnątrz, śni; kto patrzy do wewnątrz, budzi się.
Jakiś czas temu pisałam o tym, że zamiast noworocznych postanowień wybrałam intencję. Po pierwszym kwartale mam już coś do powiedzenia — nie tyle “jak mi idzie”, co “czego się uczę”.
Zanim przejdę do refleksji, przypomnę moją intencję na ten rok:
Być blisko siebie — głęboko osadzoną w sobie.
Mapa drogi: półroczny milestone
Żeby ta intencja nie była tylko ładnym zdaniem, przygotowałam sobie coś konkretnego — zestaw pytań, które pomogą mi sprawdzić 1 lipca, czy zmierzam we właściwym kierunku. Trzy pytania, które zadaję sobie zawczasu:
Co się zauważalnie zmieniło? Rzadziej czuję winę za to, że działam w zgodzie ze swoimi potrzebami — nawet jeśli oznacza to, że nie spełniam cudzych oczekiwań. Moja kondycja fizyczna poprawiła się — mogę wejść kilka pięter bez zadyszki. Codziennie poświęcam co najmniej 15 minut na czytanie czegoś rozwijającego. Mam bieżące zadania — zamiast nieskończonej listy odłożonych spraw.
Co zrobiłam przez te pół roku? Regularnie praktykowałam uważność i pracę z ciałem. Podejmowałam trudne rozmowy, starając się pozostać w zgodzie ze sobą. Zadbałam o zdrowie — odbyłam wizyty lekarskie, które odkładałam na później. Zmieniłam dietę na zdrowszą zawierającą więcej ważyw i owoców. Ograniczyłam media społecznościowe do 20 minut dziennie. Zaczęłam wyrażać złość bardziej otwarcie, zamiast ją tłumić. Częściej decyduję się czuć trudne emocje, zamiast uciekać w ekran.
Najważniejszy moment? Przeprowadziłam dwie rozmowy, które długo odkładałam — jedną z partnerem, jedną z klientem. I stworzyłam pierwsze portfolio fotograficzne — wersja 1.0.
Pierwszy kwartał: czas sprzeczności
To był zróżnicowany czas, rządzący się sprzecznościami.
Z jednej strony: dużo stresu i nadużywania siebie. Żeby dotrzymać zobowiązań naruszałam balans między pracą a odpoczynkiem. Wypełnianie cudzych oczekiwań to wciąż coś, co wymaga mojej uwagi. Odkryłam, że jestem w stanie poświęcić dla kogoś swój czas, odpoczynek, a nawet zdrowie — i to nie jest kierunek, w którym chcę iść.
Z drugiej strony: potrafiłam powiedzieć wprost, że czegoś nie dam rady zrobić czy zaplanowałać dla siebie czas na przyjemności. Były momenty, w których byłam blisko siebie, blisko swojego wnętrzętrza, nawet jeśli wymagało to przyznania się do niedociągnięć czy błędów.
Zauważam jeszcze jedno: część rzeczy, które miały być moimi świadomymi, karmiącymi rytuałami — stała się automatyczna. Robię je “bo trzeba”, nie “bo chcę się zatrzymać”. A przecież chodziło mi właśnie o to zatrzymanie — żeby zajrzeć w głąb siebie, sprawdzić gdzie jestem, jak się czuję, czego potrzebuję. Bez tego cichego miejsca w czasie i przestrzeni — nie słyszę własnego głosu w hałasie dnia codziennego. To jest to, na czym chcę się skupić w najbliższym czasie.
Co mi się udało
To nie jest tekst o tym, że nic nie wychodzi. To tekst o tym, że są rzeczy — i to dużo — które wciąż wymagają uwagi i pracy.
Ale jest też to, co się udało: wolniejsze, lecz konsekwentne zadbanie o zdrowie. Kilka wizyt u lekarzy, które odkładałam “na później”. Mniej mediów społecznościowych. I pierwsze portfolio fotograficzne — miejsce, w którym zaczynam wyrażać siebie i swoje emocje — może nie słowem, ale obrazem.
Na koniec
Czy bywa trudno? Tak. Zwłaszcza kiedy przez długi czas bardziej skupiałam się na tym, czego potrzebują inni, a siebie stawiałam na końcu kolejki. Wychodzenie ze starych nawyków bywa niekomfortowe. Ale czuję w sobie chęć i motywację, żeby to zmieniać — bo wiem, że tamten sposób życia mi już nie służy.