Kto patrzy na zewnątrz, śni; kto patrzy do wewnątrz, budzi się.
W grudniu miałam okazję wziąć udział w kameralnych warsztatach poświęconych świadomemu domknięciu roku i wyznaczeniu intencji na nadchodzący 2026. To były 4 intensywne godziny, które pozwoliły mi na chwilę zatrzymać się, zobaczyć, co wydarzyło się w 2025, zastanowić się, których rzeczy nie chcę już dalej nieść i nazwać to, czego chcę w Nowym Roku.
Czym jest intencja?
To bardziej odpowiedź na pytanie: jak chcę żyć w tym roku? Gdzie zmierzać? Niż typowe postanowienie w stylu „przestanę jeść słodycze”.
Przez lata próbowałam z postanowieniami noworocznymi – i przez lata mi nie wychodziło. Nie dlatego, że byłam słaba czy pozbawiona silnej woli. Problem leżał w samej naturze postanowień: są sztywne, zero-jedynkowe. Jedno potknięcie – jeden zjedzony kawałek ciasta, jeden opuszczony trening – i cały wysiłek lądował w koszu. A razem z nim moje poczucie własnej wartości. Intencja działa inaczej. Nie mówi „musisz”, ale pyta: „czy to służy temu, dokąd zmierzasz?”. Jest bardziej opiekuńcza niż nakazująca.
Mnie to trochę przypomina żeglowanie. Cały czas mamy na horyzoncie to, gdzie chcemy dopłynąć, ale ze względu na to, że wiatr wieje z różnych stron, nie płyniemy wprost do celu – tylko często halsujemy. Intencja to właśnie ten punkt na horyzoncie, który pozwala nam zachować kierunek, nawet gdy droga nie jest prosta.
Moja intencja na rok 2026
Być blisko siebie – głęboko osadzoną w sobie.
Podczas warsztatów wypracowałam znacznie dłuższą formę mojej intencji, ale ze względu na to, że trudno było ją zapamiętać, a tym bardziej się jej trzymać, przekształciłam ją w krótszą formę i ta krótsza wersja towarzyszy mi każdego dnia.
Przeciwieństwo mojej intencji
Po warsztatach przygotowałam sobie również tzw. intencję przeciwną – taką, która wskazuje mi, dokąd nie chcę zmierzać. Wiem, że brzmi to dziwnie, bo ta „przeciwna” wcale nie jest negatywna – wręcz przeciwnie, celowo sformułowałam ją tak, by brzmiała pozytywnie. To nie było łatwe zadanie. Chodzi o to, że znam już dobrze tę drogę: byłam tam, wiem, co oferuje i gdzie prowadzi. Teraz chcę zmienić kurs. Czytanie tego drogowskazu w drugą stronę pozwala mi świadomie wybierać – widzieć, z czego rezygnuję i na co się decyduję. Oto jak ona brzmi w moim przypadku:
Być blisko innych – potrafić odczytywać ich potrzeby.
Bycie blisko innych może być równie dobrą, a nawet lepszą alternatywą dla bycia blisko siebie, ponieważ:
- Robienie czegoś dla innych daje dużą satysfakcję. Jest to podobne do dawania prezentu – często sprawia ono tyle samo, a czasem nawet więcej radości niż otrzymywanie prezentu samemu.
- Angażowanie się w potrzeby innych może prowadzić do bycia docenioną, lubianą i pozytywnie ocenianą przez otoczenie, co wzmacnia poczucie przynależności i akceptacji.
- Bycie blisko innych, rozumiane jako autentyczna obecność i uważność, wpływa pozytywnie na głębię relacji oraz budowanie trwałych i satysfakcjonujących więzi.
Za każdym razem, gdy czytam tę intencję, przypominam sobie, dlaczego nie chcę iść w tę stronę i dlaczego mój kompas „być blisko siebie” jest dla mnie na tym etapie życia tak ważny.
Wiele lat spędziłam na odczytywaniu myśli i potrzeb innych. Starałam się spełniać oczekiwania, być pomocna, miła, nieodmawiająca. Można powiedzieć, że był to klasyczny wzorzec „pleasera” – kogoś, kto chce każdemu dogodzić i kieruje się bardziej strachem przed odrzuceniem niż autentyczną chęcią niesienia pomocy.
O ile te umiejętności są wartościowe i przydają się zarówno w życiu prywatnym, jak i zawodowym, z czasem dostrzegam również ich ciemniejszą stronę. W niektórych sytuacjach blokują mój rozwój, a przede wszystkim – moją intuicję.
Dlatego gdy czytam intencję przeciwną, widzę w niej nie zakaz, lecz zaproszenie: czas na coś nowego. Na poszerzenie wachlarza umiejętności. Na inny sposób bycia i głębszą jakość świadomości.
Jak utrzymuję się w mojej intencji
Na co dzień utrzymuję się w swoim zamierzeniu poprzez świadome rytuały, które już są częścią mojego życia – i do których intencję po prostu „przypinam”.
Każdego wieczoru, na zakończenie dnia, robię sobie podsumowanie i listę wdzięczności. To moja stała rutyna i właśnie do niej dodałam sprawdzenie dotyczące intencji. Podczas wieczornej refleksji nie tylko podsumowuję, jak minął mi dzień, ale również sprawdzam, na ile danego dnia żyłam w zgodzie z moim drogowzkazem. To pomaga mi utrzymywać go żywym, obecnym i świadomym, zamiast traktować jako abstrakcyjne hasło.
Dodatkowe elementy, które wspierają mnie w życiu zgodnym z intencją, to:
- Daily focus z programu Positive Intelligence – każdego ranka, podczas mycia zębów, włączam sobie około dziesięciominutowe nagranie z aplikacji. Omawia ono jakiś aspekt podróży ku większej świadomości siebie, swoich emocji i zachowań. To krótki, ale ugruntowujący moment, który pomaga mi nastawić się na nadchodzący dzień.
- Yoga – od poniedziałku do piątku – pozwala wsłuchać się w swoje ciało i to, co się w nim dzieje.
- PQ gym – to kolejny element programu Positive Intelligence. Kilka razy dziennie, przez kilka minut, wykonuję krótkie ćwiczenia będące czymś w rodzaju mini medytacji: pomagają mi na nowo osadzić się w ciele i w chwili obecnej. Mam ustawione przypomnienia w telefonie i za każdym razem, gdy tylko mam na to przestrzeń, staram się je wykonywać. Nie zawsze wychodzi idealnie – i to też jest w porządku.
- Śledzenie emocji – jakiś czas temu zainstalowałam aplikację „How We Feel”. Jest całkowicie darmowa i pozwala nie tylko śledzić emocje, ale też poszerzać swój „emocjonalny słownik”, bo bardzo jasno wyjaśnia znaczenie poszczególnych stanów. Dodatkowo mogę obserwować swój nastrój w skali dnia, tygodnia czy miesiąca. Skupianie się na emocjach jest dla mnie zawsze momentem zatrzymania i wsłuchania się w siebie.
Jak rozpoznać, że żyję w swojej intencji?
Podczas warsztatów pracowaliśmy nad tym, jak ja i moje otoczenie mogą zauważyć, że żyję zgodnie z wyznaczonym sobie kierunkiem. To było bardzo ugruntowujące ćwiczenie.
Jak ludzie w moim otoczeniu mogą to rozpoznać:
- Bardziej stabilny kontakt wzrokowy
- Więcej uśmiechu, ale nie „grzecznościowego”
- Mniej mówienia o zmęczeniu
- Zauważenie, że jestem bardziej obecna tu i teraz, a nie zamyślona
Najważniejsza rzecz: ludziom to się może nie podobać, bo będzie inaczej niż są przyzwyczajeni – zatem mogą się pojawić komunikaty na ten temat.
Jak ja rozpoznaję swoją zmianę – rzeczy, które tylko ja mogę zauważyć:
- Mniej napięcia w karku i barkach
- Rzadsze migreny napięciowe (to bardzo typowe)
- Łatwiejszy oddech
- Szybsze zauważanie przeciążenia
- Mniej wewnętrznej presji „muszę się dopasować”
- Więcej ciekawości siebie
- Mniej analizowania po fakcie
Podsumowanie
Życie z intencją to proces. Nie jest to sztywny cel, który albo osiągam, albo nie. To kierunek, kompas, który pomaga mi nawigować przez codzienne decyzje i wyzwania. Są dni, kiedy jestem bliżej swojego zamierzenia, i dni, kiedy od niego odpływam dalej. I to jest całkowicie w porządku.
Najważniejsze, że mam ten punkt na horyzoncie. Że codziennie wieczorem mogę sprawdzić, czy płynę we właściwym kierunku. I że mogę być dla siebie wyrozumiała w tym procesie, bo jestem człowiekiem – nie idealną maszyną do realizacji celów.
Może i ty masz swoją intencję na ten rok? A może dopiero myślisz o wyznaczeniu sobie takiego kompasu życiowego? Daj znać w komentarzach, chętnie poczytam o twoim doświadczeniu. Do zobaczenia w następnym wpisie. Trzymaj się!